Wszystko odbywalo sie na lace obok kantyny i schronu w poznej porze wieczornej (dlatego sierpien po 21-ej bylo juz ciemno i jeszcze w miare cieplo). Bazyli czyli osoba trzymajaca latarke szukala a reszta sie chowala gdzie popadnie, oczywiscie tylko na terenie wyznaczonym. Aby bylo weselej latarke mozna bylo swiecic tylko jezeli sie juz kogos namierzylo i zlapalo. O ile wczesniej sie tego kogos nie rozdeptalo albo gdzies nie wpadlo, byly takie przypadki. Uczestnicy zabawy na drugi dzien chodzili dziwnie polamani, obolali, czesto z guzami na czole a nawet odcisnietymi pregami. Rekordzista to chyba nasz administrator Czajski ,ktory po zderzeniu z lawka dluuuuuugo sie nie mogl pozbierac a i nieszczesna lawka tez zostala poszkodowana.


Dorzucam fotkę jako ilustrację - nietsety - kiepska - ale to jedyna jaką mam na dzisiaj z tego miejsca. Administrator
Tu troche wiecej widac. W zimie by bylo troche kiepsko z nami bazyliszkami...
